ciotka-krzak-w-radio-bajka-o-afryceCałkiem niedawno pojawiłyśmy się w Radio Bajka. W zasadzie na antenie zawisłam tylko ja, bo Lilka była za szybą wgapiona w komórkę (tak, dzieci...
ugali-i-african-chai-jako-podstawa-tradycyjnej-diety-polskiej6 kg ugali przywiezionego w plecaku z Kenii znika w zastraszającym tempie. W zasadzie zostało tylko 2,5. Ze strachem myślę o chwili, gdy zobaczę pustkę na...
mniej-znaczy-wiecejPowidoków afrykańskich czas nastał. -"Wiesz, teraz mam nową zasadę - mniej znaczy więcej- jest świetna"- oświadczyłam radośnie koledze, który po Afryce...
afrykanski-wieczor-u-nas-w-miasteczkuKochani, jeśli macie chęć pozażywać afrykańskiego klimatu- wpadajcie do Grójca 21.02.2015. Wraz z Alą Kamasą podzielimy się naszymi afrykańskimi...
wloczykij-i-wloczace-sie-myWybieramy się z naszą afrykańską opowieścią na Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij (nieopodal Szczecina) Będziemy się wgapiać w slajdowiska...
zimowa-wiosnaDzieje się bardzo wiele, w życiu, w przyrodzie. Jest bardzo aktywnie, szalenie aktywnie, mimo, że na stronie tego nie widać. Bardzo przepraszam, ale coś...
dac-dziecku-patyk-a-raczej-pozwolic-by-samo-sobie-wzieloTak często zapominamy o tym, co jest najfajniejsze. Mogłabym powiedzieć najbardziej rozwojowe, stymulujące największe obszary mózgowe. Mogłabym tu użyć...
stalo-sie-co-sie-mialo-stacW zasadzie to było do przewidzenia, ale sądziłam, że raczej stanie się w czasach domu z kominkiem a nie teraz. mamy koniec stycznia, a ja w pełni...
droga-doCzasem nasze życie przestaje wyglądać tak, jak tego pragnęliśmy. Czasem nigdy tak nie wyglądało. Czasem zastanawiamy się czy oby na pewno droga, którą...
pobite-gary-czyli-co-robic-jesieniaPrzyznam się do czegoś strasznego. Przez długi weekend (bo w piątek sobie zrobiłyśmy wolne) nie zrobiłam absolutnie niczego pożytecznego (no dobrze,...

Mniej znaczy więcej

Powidoków afrykańskich czas nastał.

-"Wiesz, teraz mam nową zasadę - mniej znaczy więcej- jest świetna"- oświadczyłam radośnie koledze, który po Afryce odwiedził nas, by sprawdzić czy żyjemy.

-"Świetnie, ale co to znaczy?" - trzeźwo zapytał (wtedy chyba jeszcze butelka z winem była zamknięta)

-"No jak to? Że kupuję mniej rzeczy, ale za to drogie" :D 

Nie do końca o to mi chodziło, wyszło jak zwykle. Ale fakt faktem, że Afryka nauczyła mnie pogłębionego minimalizmu (przed Erą Afryki też byłam zdania, że rzeczy nas przytłaczają, a jakże, ale teraz to CZUJĘ).

Powidoki materialistyczne:

-zaraz po nasłaniu księży na Afrykę, drugą perfidną rzeczą jaką biały człowiek zrobił czarnemu człowiekowi, jest nasłanie plastiku. Ton plastiku walających się po ulicach. Zupełnie niepotrzebnego. (Nie wiem ile lat minie jeszcze zanim rząd Kenii wpadnie na pomysł utylizacji śmieci, co  w sumie nie było potrzebne przed erą plastiku). Jak pojawiły się plastikowe torebki, dzieci zaczęły robić z nich piłki, ale do jasnej anielki, ile można mieć piłek!?

-kolejne kuku- dary dla biednych dzieci z Afryki. A wsadźcie sobie w nosy, drogie organizacje charytatywne, czapki narciarskie i kurtki puchowe. Rozwalacie im odporność. 

Wróciłam do Polski i pomyślałam z obrzydzeniem o zakupach. Po co? Po co mi tyle rzeczy? (kto mnie zna, ten wie, że moja garderoba ogranicza się do dżinsów i t-shirtów, a zestaw butów to trampki i pseudoglany, no dobra i porządne sandały, które wystarczają na jakieś 7 lat). A i tak to co mam, to zdecydowanie zbyt wiele (wyobrażam sobie te pięknie puste szafy... ach).

Jedynie nie hamuję się w książkowym temacie, bo wiadomo, jak się ma ładne książki w salonie, to wszyscy goście myślą, że jest się intelekturalnie rozwiniętym, nieprawdaż? (w związku z dewizą 'mniej znaczy więcej' trzeciego dnia po powrocie wydałam 400 zł na ebayu, kupując książki o drzewach, płazach, gadach, ptakach, ssakach, wildlifach, historiach i językach Afryki Wschodniej).

Dygresje mnie kiedyś wykończą. Wróćmy do: 'Po co? Po co mi tyle rzeczy?'

Nie, nie wejdę do sklepu z pierdołami do domku (zwanymi sklepami z wyposażeniem wnętrz), bo to tylko pierdoły do domku. Do jedzenia od miesiąca kupuję jarmuż (z biedronki :)), kilka warzyw i chleb - po co więcej? (i wyjadam zapasy szafkowe, bo przecież się kiedyś przeterminują). W ogóle na myśl o wejściu do jakiegokolwiek sklepu wzdryga mnie nieprzyjemnie.

Zrobiłyśmy przegląd szafy Lilki i wszystkich zabawek- 2 wielkie wory zrobiły wyjazd (tzn sprzedamy je na szczytny cel- czyli nową wyprawę). Wkrótce przegląd mojej szafy. Tylko te cholerne książki zajmują coraz więcej miejsca...

Pamiętacie jak pakowałam się? Z przerażeniem myślałam o tym, jak zmieścić rzeczy dla dwóch osób (ze śpiworami włącznie i butami trekkingowymi) w 70-litrowy plecak. Otóż- noł problem. Mało tego, w zacnym plecaku były ciuchy, które nie dostąpiły zaszczytu bycia użytymi. Ba! I jakbym za rok wybierała się tylko do Kenii, z całą pewnością odpuściłabym śpiwory na rzecz trzech prześcieradełek albo zastosowała kombinację: jeden śpiwór i prześcierdełko. Z pewnością możnaby ograniczyć ilość 'elektroniki' i tych wszystkich kabli i wtyczek. Buty trekkingowe? Po co? Jakoś ten spacer do hali odlotów i z hali przylotów można odbyć w sandałkach - choćby w śniegu. I już kilka kg mniej. Za to wzięłabym odrobinę proszku do prania, bo dopranie białej koszulki utytłanej w czerwonej ziemi, samym tylko mydłem jest nierealne. 

I to nie jest syndrom 'ojeeeej biedne dzieci w Afryce głodują, będę się z nimi solidaryzować i wyrzucę moje wszystie torby od Versace (błahaha)'.

Wręcz przeciwnie. Te 'biedne' dzieci w Afryce, to najszczęśliwsze dzieci, jakie dane mi było poznać. Te biedne rodziny to szczęśliwe rodziny- na swój specyficzny sposób. Tych dzieci nie ograniczają telefony, komputery i klocki lego. Nie są przytłoczone tonami przedmiotów, nie dostają materialnego substytutu miłości. Wszystko we mnie wrze jak czytam/słyszę, że ci ludzie z wiosek, z domków z błota NICZEGO nie mają, że są biedni. A kupa-prawda! Oni mają wszystko! 

Mają idealne, ekologiczne domy, zbudowane w technologii opracowywanej przez tysiące lat. Taniej, dostępnej, zdrowej. To domy chłodne za dnia i doskonale trzymające ciepło nocą. 

Ale nie! Organizacje charytatywne pokażą jak się buduje domy z pustaków, bo jak to tak można mieszkać w domku z gówna?

Tylko, że na domek z kupy wydaje się 100 KSH, a na domek z pustaków ile?

No i oczywiście my w Polsce już wiemy, że domy z gliny są super i powstał cały wielki biznes domków-z-gliny-ekologicznych-a-jakże. A mój osobisty tato po II Wojnie własnymi gołymi łapkami wybudował sobie gustowną lepiankę- za darmo (tatuś szlachetny rocznik 1921- serio)! Ale teraz nikt nie pozwoli nam wybudować domku za darmo, bo PKB musi się kręcić.
No i to samo kuku, które zrobili nam (pustaki i żelbet) robimy teraz im. Za 50 lat zauważą 'o kurde, ktoś nas w trąbę zrobił, domki z kupy były lepsze' - ale wtedy już na rynku będą istniały firmy, które profesjonalnie zbudują ekologiczne i bardzo drogie domki z kupy. Hooo hoooo.

wioska afrykańska

Tak, oni mają wszystko. Mają kukurydzę rosnącą za chatką z gliny, mają warzywniak, mają poletko jarmużu i amarantusa, mają własne źródełko 300 metrów od wioski, poletko trzciny cukrowej i dwie krowy i trzy kozy. Są samowystarczalni. A jak potrzebują kasy na lekarstwa, to mają turystów, którzy czasem wynajmą domek za taką kasę, za którą cała rodzina może tam żyć przez pół roku (gdyby tylko jeszcze umieli tę kasę odłożyć miast wydawać od razu na colę i piwo alboco).

Co prawda porzucili swoje tradycyjne ciuszki i muszą bazować na tych z darów (i bazarków z mejdinczajna). A szkoda, bo to jakby nie patrzeć, uzależnienie się od kogoś z zewnątrz. Ale chodzą w nich, dopóki ów ciuszki nie znikną (ciuszek jest ciuszkiem wtedy, kiedy ma kawałek choćby rękawa, reszta może nie istnieć). No i dziedziczą je po sobie, włącznie z dziedziczeniem spódnic. Niezależnie od płci. I tak Kevin biega z innymi chłopcami w swojej spódnicy tuż za kolanko. Nikogo to nie dziwi, nikt nie wytyka go palcem i nikt się z niego nie śmieje. Po prostu Kevin ma dwie starsze siostry i normalnym jest, że nosi ciuchy po nich. Jedyną osobą, która miała z tym 'problem' byłam ja. Mój mózg nie mógł połączyć stereotypu 'w spódnicach chodzą dziewczynki'' z faktem 'to jest chłopiec'. 

I nie, nie mówię, że tam nie ma biedy. Jest- w kołchozach, czyli wioskach i miasteczkach utworzonych na potrzeby przemysłu, jak choćby kołchowioski wokół Naivasha Lake zbudowane wokół plantacji róż. Tam ludzie żyją ściśnięci wzdłuż ulic pokrytych śmieciami, w budach zmontowanych z byle czego.

 

Mniej znaczy więcej. Nie chcę kupować bzdur dla kupowania, nie chcę gromadzić rzeczy, które natychmiast po postawieniu na półce tracą swoją wartość. Nie chcę wydawać pieniędzy, za które kupię bilet do Afryki, a może do Azji.

Już wkrótce.