ciotka-krzak-w-radio-bajka-o-afryceCałkiem niedawno pojawiłyśmy się w Radio Bajka. W zasadzie na antenie zawisłam tylko ja, bo Lilka była za szybą wgapiona w komórkę (tak, dzieci...
ugali-i-african-chai-jako-podstawa-tradycyjnej-diety-polskiej6 kg ugali przywiezionego w plecaku z Kenii znika w zastraszającym tempie. W zasadzie zostało tylko 2,5. Ze strachem myślę o chwili, gdy zobaczę pustkę na...
mniej-znaczy-wiecejPowidoków afrykańskich czas nastał. -"Wiesz, teraz mam nową zasadę - mniej znaczy więcej- jest świetna"- oświadczyłam radośnie koledze, który po Afryce...
afrykanski-wieczor-u-nas-w-miasteczkuKochani, jeśli macie chęć pozażywać afrykańskiego klimatu- wpadajcie do Grójca 21.02.2015. Wraz z Alą Kamasą podzielimy się naszymi afrykańskimi...
wloczykij-i-wloczace-sie-myWybieramy się z naszą afrykańską opowieścią na Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij (nieopodal Szczecina) Będziemy się wgapiać w slajdowiska...
zimowa-wiosnaDzieje się bardzo wiele, w życiu, w przyrodzie. Jest bardzo aktywnie, szalenie aktywnie, mimo, że na stronie tego nie widać. Bardzo przepraszam, ale coś...
dac-dziecku-patyk-a-raczej-pozwolic-by-samo-sobie-wzieloTak często zapominamy o tym, co jest najfajniejsze. Mogłabym powiedzieć najbardziej rozwojowe, stymulujące największe obszary mózgowe. Mogłabym tu użyć...
stalo-sie-co-sie-mialo-stacW zasadzie to było do przewidzenia, ale sądziłam, że raczej stanie się w czasach domu z kominkiem a nie teraz. mamy koniec stycznia, a ja w pełni...
droga-doCzasem nasze życie przestaje wyglądać tak, jak tego pragnęliśmy. Czasem nigdy tak nie wyglądało. Czasem zastanawiamy się czy oby na pewno droga, którą...
pobite-gary-czyli-co-robic-jesieniaPrzyznam się do czegoś strasznego. Przez długi weekend (bo w piątek sobie zrobiłyśmy wolne) nie zrobiłam absolutnie niczego pożytecznego (no dobrze,...

Dać dziecku patyk, a raczej pozwolić by samo sobie wzięło

Tak często zapominamy o tym, co jest najfajniejsze. Mogłabym powiedzieć najbardziej rozwojowe, stymulujące największe obszary mózgowe.

Mogłabym tu użyć wielu nazw niesamowitych technik.

Ale jak tak spojrzymy na całą tę infrastrukturę trenującą umysł, to dojdziemy do wniosku, jakże prostego i oczywistego, że Naj Naj Naj są te czynności, która NAS/DZIECI bawią najbardziej, które wciągają i wkręcają.

Zatem może zamiast inwestować tysiące w super, jedyne w swoim rodzaju, edukacyjne przedmioty, spójrzmy na swoje dziecko i (jakież to oklepane) podążajmy za nim.

Dajmy mu patyk. No dobra, może być kamyk.

A najlepiej pójdźmy z nim do lasu, usiądźmy pod drzewem i poczekajmy. Niech sobie ten przysłowiowy patyk znajdzie samo.

 

I jak eksperyment? Udał się? Zawsze się udaje, niezależnie od reakcji dziecka (no chyba, że z wrzaskiem i histerią ucieknie z hasłem: 'paaaaająąąąk!' na ustach).

 

Moje dziecko nauczyło mnie w lesie siedzieć. A to szalenie ważna umiejętność, zwłaszcza dla przyrodnika.

Ba, nauczyło mnie, że wtedy mam zdecydowanie większą szansę zobaczyć coś ciekawego. Mam manię przemieszczania się, nerwica nóg czy coś jeszcze gorszego :) W każdym razie początkowo zmuszałam Li do spacerowania i dziwiłam się, czemu ona tego nie lubi. Jak można nie lubić spacerów w lesie?

Wyobrażacie sobie? Gardzić taką wspaniałością... phi.

A potem wynalazłam pikniki. No dobra, jestem skłonna przyznać, że nie byłam jednak osobą, która pierwsza wpadła na pomysł piknikowania... niech będzie.

Pikniki działały jak przynęta, idziemy do lasu, rozłożymy kocyk i będziemy miło spędzać czas zajadając smakołyki. Co ciekawe- ta przynęta zadziałała rewelacyjnie. Spacery leśne stały się frajdą dla nas obu.

A ja dzięki temu wysiadywaniu na kocyku nauczyłam się przyglądać, słuchać i czekać. Dojrzałam chyba (rychło w czas).

 

Teraz- jako, że jest zima - jednak spacerujemy, a piknikowanie jest w wersji super szybkiej. Ale bez termosu, kanapek czy ciasta ani rusz.

Ale... teraz moje, całkiem już duże, dziecko znajduje sobie zajęcie w ciągu jakiś pięciu sekund od przekroczenia 'drzwi do lasu'.

A większa leżąca kłoda to już z godzina spokoju, a raczej owocnej pracy. Wiecie czym może być taka kłoda? Huśtawką, skałą, jaskinią, rakietą, statkiem, pojazdem. Może być też po prostu kłodą po której da się wspinać, w której mieszka mnóstwo leśnego drobiazgu, którą obrastają mchy, porosty, paprotniki. I wreszcie z której można spaść na miękkie mszyste lub śnieżne poduchy. [ Znacie cudną książeczkę 'Not a box'- Li często w sklepie pyta 'mamo, mogę wziąć sobie not-a-box?' ]

Czyż nie jest to rewelacyjne?

W zasadzie wcale nie powinniśmy DAWAĆ dziecku patyka, raczej nie powinniśmy mu przeszkadzać w wybieraniu go.

Bierne obserwowanie jest czasem o wiele ciekawsze niż usilne kreowanie rzeczywistości dziecka i poddawanie mu setek pomysłów. Przecież ONO z pewnością ma kilka własnych.

 

A zima? Większość z nas się boi zimy, bo nie dość, że zimno, że mokro, to jeszcze cały świat powlekają tony wirusów i krwiożerczych bakterii, które tylko czekają aby pojmać nasze subtelne dzieciaki.

A co jeśli zmarznie taki mały człowiek? Albo go przewieje? Albo bucik przemoknie?

Przypomnę nieśmiało, że przeważnie choruje się dzięki wirusom i bakteriom ewentualnie. A tych jest zdecydowanie mniej na dworze niż w mieszkaniu/przedszkolu/szkole. Jak do tego dołożymy bakteriobójcze/uodparniające/jonizujące właściwości lasu- mamy już odpowiedź. Śnieg, nie śnieg - do lasu!

Ach i jeszcze śmiech- śmiech to zdrowie, a czy jest coś równie zabawnego jak tarzanie się w śniegu?

Wspinanie się, kopanie łapkami, grzebanie patykami. Tak, to jest ciekawe, twórcze, a do tego edukacyjne :)

 

Po prostu dajmy dzieciom spokój czasem.