ciotka-krzak-w-radio-bajka-o-afryceCałkiem niedawno pojawiłyśmy się w Radio Bajka. W zasadzie na antenie zawisłam tylko ja, bo Lilka była za szybą wgapiona w komórkę (tak, dzieci...
ugali-i-african-chai-jako-podstawa-tradycyjnej-diety-polskiej6 kg ugali przywiezionego w plecaku z Kenii znika w zastraszającym tempie. W zasadzie zostało tylko 2,5. Ze strachem myślę o chwili, gdy zobaczę pustkę na...
mniej-znaczy-wiecejPowidoków afrykańskich czas nastał. -"Wiesz, teraz mam nową zasadę - mniej znaczy więcej- jest świetna"- oświadczyłam radośnie koledze, który po Afryce...
afrykanski-wieczor-u-nas-w-miasteczkuKochani, jeśli macie chęć pozażywać afrykańskiego klimatu- wpadajcie do Grójca 21.02.2015. Wraz z Alą Kamasą podzielimy się naszymi afrykańskimi...
wloczykij-i-wloczace-sie-myWybieramy się z naszą afrykańską opowieścią na Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij (nieopodal Szczecina) Będziemy się wgapiać w slajdowiska...
zimowa-wiosnaDzieje się bardzo wiele, w życiu, w przyrodzie. Jest bardzo aktywnie, szalenie aktywnie, mimo, że na stronie tego nie widać. Bardzo przepraszam, ale coś...
dac-dziecku-patyk-a-raczej-pozwolic-by-samo-sobie-wzieloTak często zapominamy o tym, co jest najfajniejsze. Mogłabym powiedzieć najbardziej rozwojowe, stymulujące największe obszary mózgowe. Mogłabym tu użyć...
stalo-sie-co-sie-mialo-stacW zasadzie to było do przewidzenia, ale sądziłam, że raczej stanie się w czasach domu z kominkiem a nie teraz. mamy koniec stycznia, a ja w pełni...
droga-doCzasem nasze życie przestaje wyglądać tak, jak tego pragnęliśmy. Czasem nigdy tak nie wyglądało. Czasem zastanawiamy się czy oby na pewno droga, którą...
pobite-gary-czyli-co-robic-jesieniaPrzyznam się do czegoś strasznego. Przez długi weekend (bo w piątek sobie zrobiłyśmy wolne) nie zrobiłam absolutnie niczego pożytecznego (no dobrze,...

Światowy Dzień Mokradeł

Światowy Dzień Mokradeł to 2 lutego, a jest to rocznica podpisania Konwencji Ramsar w 1971 roku.

Trochę się w okolicach tej daty dzieje i w naszym kraju.

Na Uniwersytecie Warszawskim na przykład to:

Także trochę dzieje się w PN 'Ujście Warty', Biebrzańskim PN, szczegółowe informacje znajdziecie na stronie internetowej Bagna.pl

Problem z ekologią

Problem. Nie mogę go pominąć, ominąć, wyprzedzić ani przeskoczyć. Wraca do mnie za każdym razem, kiedy usiłuję powiedzieć 'ekologia' albo jeszcze gorzej 'ekolog', grzęźnie mi w ustach i dusi w gardle.

I wcale nie przez złą sławę pseudoekologów, chociaż nadal jak ktoś mówi o mnie 'ekolog/ekolożka' nie bardzo wiem, czy to obelga czy też komplement.

Czyli zła sława odpada, co więc zostaje? Nauka, wiedza, to, co wpajano mi w szkołach, a naciskiem na szkołę najwyższą.

ekologia, bądź eko

EKOLOGIA- oikos - dom i logos- nauka- z greckiego ( na pewnej olimpiadzie za czasów licealnych, podczas jakiegoś dalszego etapu poległam na pytaniu o pochodzenie słowa ekologia, do dziś mi wstyd). Nauka o domu. Ale to uproszczenie, rozwińmy zatem, albo lepiej -

za Wikipedią:

Ekologia (gr. oíkos (οἶκος) + -logia (-λογία) = dom (stosunki życiowe) + nauka) – nauka o strukturze i funkcjonowaniu przyrody, zajmująca się badaniem oddziaływań pomiędzy organizmami a ich środowiskiem oraz wzajemnie między tymi organizmami.

Ekologia zajmuje się badaniem powiązań między organizmami żywymi a środowiskiem abiotycznym (układy biologiczne istnieją w sieci powiązań między sobą i otaczającym je środowiskiem), opartych na różnego rodzaju interakcjach

Dla mnie ekolog, to uroczy pan doktor, który wykładał ten przedmiot w trzech chyba odsłonach, na moich studiach. A także cała rzesza naukowców zajmujących się zależnościami w przyrodzie.

Natomiast ochroniarzem nazywało się kogoś, kto zajmuje się ochroną przyrody, to chyba jeszcze gorzej.

Ale to ochrona przyrody, raczej w kontekście ochrony ekosystemów naturalnych, a co z ochroną środowiska, która co prawda mocno jest związana z ochroną przyrody, ale dotyczy raczej naprawiania tego, co skopaliśmy, zanieczyszczeń, śmieci itp.?

Raczej nie ma szans na wyparcie potocznego określenia 'ekolog'. Naukowe też się pewnie nie zmieni.

Pozostaje przywyknąć do dziwnego uczucia w gardle i innych częściach ciała, gdy mówię 'ekologiczne kosmetyki', 'ekologiczna żywność', 'ekologiczne opakowania' - mając świadomość, że te określenia są bzdurne, niepoprawne i nieodpowiednie, w zasadzie nic nie znaczące (tak tak, w słowniku języka polskiego pojęcie ekologiczny ma wiele znacznie, także i te, ale źródła drodzy państwo, źródła mnie dręczą...). Chociaż jakby tak pownikać, pokombinować, to może może...

Bo co oznacza hasło kosmetyki ekologiczne ? Kosmetyki przyrodniczo-zależnościowe, albo eko-kosmetyki - kosmetyki domowe?

Ja bym bez problemu przywykła do określenia 'ekologiczny' stosowanego wobec wszystkiego co nie szkodzi mateczce Ziemi, gdyby nie to, że normalnie używam określenia 'ekologia' w kontekście naukowym.

No i stąd zgrzyt...

A jakby znaleźć jakieś sprytne określenie na 'życie minimalizujące negatywne skutki dla Ziemi' ... ot tak, dla zabawy... hmmmm

 

A tymczasem kupię sobie koszulkę z napisem 'bądź eko', wezmę w dłoń torbę z tym samym napisem, kupię ekologiczny szampon oraz ekologiczne rodzynki i pójdę do lasu badać jego ekologię. Czy można być bardziej eko?

 

 

 

 

 

 

Tajemnicza sterta śmietków- Złotookowate.

Uwielbiam prowadzić warsztaty w szkołach, głównie dlatego, że moi szkolni studenci potrafią czytać. To naprawdę bardzo miłe i ciekawe zjawisko, jeśli przeważnie przebywa się z przedszkolakami.

Trafiła mi się świetna klasa w moim LO osobistym, które szczerze lubiłam, a nawet trochę więcej. Mieliśmy lekcję o drzewach - czyli rozpoznawanie gatunków. Temat, który prawie w polskim szkolnictwie nie istnieje, nad czym ubolewam. Bo co prawda znamy cykl rozwojowy motylicy wątrobowej, ale nie odróżniamy jodły od świerka, sarny od jelenia i tak dalej.

Rzuciłam podstarzałej młodzieży stertę badyli w zestawie z hasłem 'oznaczajcie' (bo oni przecież umieją czytać), aż tu nagle i niespodziewanie jedna ze studentek wskazuje stworka radośnie drepczącego po ławce.

Przyglądam się, a tu pustka w głowie, krople potu wyskakują na czoło i dalej pustka. No jak nic skompromituję się przed licealistami, 6 lat studiów na marne.

 

złotook

Po chwili przez głową przeleciała mi myśl - zajadek, jedyne zwierzę przychodzące mi na myśl, którego larwa oblepia się kurzem.

No tak, ale zajadek ma pokaźne odnóża i oblepia się kurzem, no właśnie, a ten koleś był oblepiony raczej stertą kamieni niż kurzem + zestawem innych śmieci.

Wzięłam gościa w łapki, w dotyku był dość chrupiący, niestety nie pomogło to mi w żaden sposób. Zrobiłam mu dwa zdjęcia, z czego to ważniejsze totalnie skopałam. Kilka tygodni zajęło mi przetrzepanie owadzich książek w domowej bibliotece. I nic. Przetrzepałam biblię M.Kozłowskiego. I nic. W końcu na forum entomologicznym założyłam błagalny wątek. I nic.

Długo nic, aż jedna dusza podpowiedziała, że to larwa Chrysopidae czyli jakiegoś przedstawiciela rodziny Złotookowatych. Nawet nie próbuję wnikać jaki to był gatunek. Grunt, że złotook, zagadka rozwiązana.

To wyżej, to był wstęp, a teraz będzie rozwinięcie.

Przyjrzyjmy się bagażowi naszej larwy, widać jakieś ziarenka piasku, okruszki, kurz, włoski, czyjeś skrzydło. No istny śmietnik.

W polskim internecie ciężko znaleźć pojęcie upapranej larwy złotooka, w końcu odnalazłam 1 zdanie na ten temat w biblii M.Kozłowskiego. Za to w zagranicznych pozycjach można spotkać całkiem niezły zbiór zdjęć larw z takim kamuflażem.

Niestety nie trafiłam na sensowne wyjaśnienie przyczyn tego kamuflowania się , a raczej tego, czemu nie wszystkie to robią, czemu niektóre i które niektóre. Bo powód jest dość jasny raczej, ukrywają się- albo przed drapieżnikiem albo ofiarą, ewentualnie pasożytem.

Oprócz złotooków, takie numery robią jeszcze zadomki, chruściki i nie tylko ... coś w tym stylu robią też larwy pewnych jętek Caenidae - te są pokryte gęsto włoskami, żyją w wodzie i sobie spokojnie obrastają glonami.

autor:Siga


Złotookowate to pewna urocza rodzina, równie uroczego rzędu sieciarek (Neuroptera)[dlaczego sieciarki? wystarczy przyjrzeć się skrzydłom, a jest ich aż ok. 4000 gatunków]. Złotooki mają wyjątkowo dobrą sławę, zwłaszcza jak na owady. Nie dość, że są śliczne, zielone, subtelne i raczej nikt z krzykiem na ich widok nie ucieka (przynajmniej postaci dorosłych), to jeszcze pożyteczne, a do tego towarzyskie (kto nie miał w domu gościa w postaci złotooka).

I teraz mała dygresja- wpada taki złotook do naszego domu, a jako, że jesteśmy bardzo gościnni, zapraszamy na herbatkę, bo myślimy, że zmarzł chłopaczyna/zmarzła dzieweczka. I błąd! Drodzy państwo, nasz zmarznięty gość niechybnie na wiór wyschnie niebawem, jeśli nie wyekspediujemy go za okno, by znalazł sobie naprawdę bezpieczne miejsce.

Ale tak lubiane nie są ze względu na swój wygląd, ale na swe piękne wnętrze, a dokładnie geny, które każą im jeść.

Im - czyli larwom, bo postacie dorosłe żywią się różnie (drapieżnie, nektarowo, spadziowo), a larwy to mali, podli, bezwzględni zabójcy. Urocze, prawda?

A w ogóle te larwy są ciekawymi obiektami (generalnie larwy sieciarek), bo mają niedrożny układ pokarmowy, w związku z czym przez cały czas trwania tego stadium nie wydalają. Gębę tę zresztą mają zamkniętą, a pokarm wpływa poprzez żuwaczki. Ciekawe jak wygląda pierwsza kupa takiego maleństwa zaraz po przeobrażeniu... ale z dziesiątej strony larwa jest znacznie mniejsza od imago. Na rozważania na temat złotooczej kupy czas znajdę, a póki od szczegółu przejdźmy do ogółu.

No to od początku, przed początkiem czyli powstaniem nowego larwiątka, są zaloty, dorosłe złotooki wygrzebują się ze swoim zimowisk i ruszają na podryw (czasem zimują w postaci dorosłej, a czasem jako poczwarki- zależnie od gatunku), są ponoć całkiem muzykalne, a konkretnie mają muzykalne odwłoki, bo wygrywają nimi złotoocze melodie na liściach (przekazując wibracje). Tak właśnie wygląda gra wstępna, potem jakiś buziaczek i dzika (no bo przecież o dzikich zwierzętach mowa) kopulacja.

Koniec romantyzmu, zaczyna się proza życia. Samica składa wybitnie zabawne jaja, osadzone na straszliwie długich szypułkach (ciekawe co ona powiedziałaby na temat ludzkich jaj), z tych wybitnie zabawnych jaj wylęgają się nieco mniej zabawne larwy.

Chrysopidae


I tu lądujemy w punkcie wyjścia i spotykamy naszą oblepioną śmietkami larwę szkolną. Ale nasz należy do rzadkości, bo częściej są nieoblepione niż oblepione.

I te urocze zwierzątka wcinają (wysysają w zasadzie) ogromne ilości mszyc, wciornastków, wełnowców, mączlików, miodunkach, jajach stawonogów i in. I już wiadomo za co kochamy złotooki? No właśnie, trzymają w ryzach populacje znienawidzonych szkodników.

Wśród biologicznych metod ochrony roślin, złotooki zajmują całkiem wygodne miejsce.


LITERATURA:

M.W. Kozłowski "Owady Polski" Multico Oficyna Wydawnicza sp. z o.o.. Warszawa 2008

H. Sandner "Owady" PWN. Warszawa 1990

A. Szujecki "Enomologia leśna" Wydawnictwo SGGW 1998


Ptaków dokarmianie

Nasi skrzydlaci bracia. Karmić czy nie karmić - oto jest pytanie!

Prawda to, bo wbrew temu, co nam wchodzi do głów mimochodem w ciągu całego życia nie jest to takie oczywiste.

A czemu? Iż ptaki jak i gęsi- swoje zdolności mają. Żyją tu dłużej niż my, mają dzioby, łapki, pazury - ewolucja je doskonale dostosowała do zdobywania pokarmu i pór roku. Przestańmy się łudzić, że bez nas ptaki zginęłyby tłumnie śmiercią tragiczną.

Nic z tych rzeczy. A z pewnością nie te wiejskie, miejskie też sobie radzą, szczególnie, że parków nie brakuje, odpadków nie brakuje, a miasta same w sobie są po prostu ciepłe.

Jest jedna grupa ptaków, która z pewnością bardzo potrzebuje naszej pomocy, ale niestety przeważnie właśnie z naszej winy.

Mowa tu o ptakach, które jesienią powinny były odlecieć hen daleko, w ciepłe kraje, ale zapomniało im się i zimują u nas, a że do mrozów nieprzystosowane, jedzenia brak, kończą często tragicznie. A czemu zapominają odlecieć? Na przykład dlatego, że im ciepło, że mają co jeść, bo babcia Helenka codziennie pół bochenka chleba podczas spaceru z Pikusiem rzuci, jesień przychodzi, a jedzenia w bród i nagle i niespodziewanie przychodzi zima . Ale zimą babcia Helenka tylko przed blok wychodzi z Pikusiem, a kaczusie, łabądki czekają, nóżki do lodu przymarzają. Koniec- tragiczny dość. 

I absolutnie nie chodzi o to, żeby nie karmić, tylko karmić z głową - najlepiej na karku. Pamiętajmy, że każde nasze działanie niesie ze sobą pewne konsekwencje i łatwo coś spartaczyć, a Natura nie zawsze zdąży to naprawić na czas.

No dobrze, to jak NIE KARMIĆ

-nie karmić dopóty, dopóki nie jest to potrzebne, czyli nie karmić kiedy nie ma trwającego kilka dni dużego mrozu lub grubszej warstwy śniegu. Pełnosprawne zwierzęta nie potrzebują obiadu podanego na talerzu, nie traktujmy ich jak świnie tuczne.

-nie karmić chlebem (w składzie ma sól, której absolutnie nie wolno podawać ptakom, duże kawałki są nie do przełknięcia i najważniejsze- chleb bardzo szybko psuje się, szczególnie leżąc w wodzie i może być przyczyną zatruć)

-nie karmić resztkami ze stołu, niczym przyprawionym

-nie podawać okolicznym kotom łatwego łupu (przygotujmy miejsce karmienia tak, żeby żaden drapieżnik nie miał do niego dostępu, a ptaki mogły delektować się w spokoju świętym smakołykami)

-nie wieszać karmników, których nie można regularnie sprzątać

-nigdy nie zapominać o dosypaniu świeżego pokarmu (jeśli zaczynamy dokarmiać, powinniśmy robić to do końca mrozów- ptaki łatwo się przyzwyczajają, nie chcemy przecież im sprawić przykrości)

 

A teraz zadajmy sobie pytanie, czy warto dokarmiać ptaki?

O tak, oczywiście, że warto. A czemu? Bo sprawia nam to przyjemność, bo sprawia to przyjemność skrzydlatym przyjaciołom, bo pomaga im przetrwać trudny zimowy czas. Bo chyba tylko dzięki obserwacji możemy się zakochać w przyrodzie, poznać, zrozumieć, zafascynować się, zachwycić. Obdarzyć szacunkiem. Dlatego tak, dokarmiajmy! Ale jak?

 

No dobrze, skoro wiemy czego robić nie należy, skupmy się na tym, co należy.

-wybierzmy odpowiednie miejsce na karmnik, najlepiej na otwartej przestrzeni, żeby żaden drapieżnik nie miał szansy się zaczaić w trawie, ale z miejscem, które ptakom może służyć za kryjówkę- dość blisko. I takie, które umożliwi nam obserwację.

-powieśmy odpowiedni karmnik, nie musi to być klasyczny 'domek' (z szufladą na dnie, umożliwiającą sprzątanie i osłoną przeciwwiatrową). Może to być równie dobrze kula tłuszczowa, szyszka z powtykanymi nasionami, siatka (bardzo mocna) z nasionami,orzechami lub karmik automatyczny (np. samodzielnie wykonany z butelki i miseczki), prosty karmik można też wykonać z doniczki, patyka i sznurka (do środka wlewamy masę z tłuszczu np palmowego,kokosowego lub smalcu z dużą ilością nasion i wieszamy do góry dnem)

-dobierzmy odpowiedni pokarm. Sikorki chętnie posilą się kawałkiem słoniny (tłuszcz szybko jełczeje, wieszamy tylko podczas mrozów i maksymalnie na 3 tygodnie) a może i dzięcioł się skusi, kulą tłuszczową z nasionami (słonecznika, konopi), typowo miejskie kawki i gawrony nie pogardzą kaszami, pszenicą, mazurki i wróble zjedzą mieszankę nasienną plus kasze, proso.

Warto sypnąć trochę płatków owsianych, a także przygotować stołówkę dla miękkojadów, czyli amatorów owoców- pokrojone dość drobno jabłka, rodzynki, jarzębinę.

Dokładną rozpiskę można znaleźć tu.

 

-karmimy dopiero wtedy, gdy kilka dni pod rząd temperatura nie przekracza zera, a wręcz jest kilka kresek poniżej lub gdy mamy grubszą pokrywę śnieżną

-karmimy regularnie, pilnując by zawsze w karmniku był czysty i świeży pokarm

 

W "Dzieciach z Bullerbyn" A. Lindgren w rozdziale dotyczącym Gwiazdki opisała zwyczaj stawiania w wigilijny dzień snopka zboża dla ptaków. Może warto przenieść tę tradycję do nas i rozpoczynać dokarmianie ptaków właśnie w ten wyjątkowy dzień ?

Teraz tylko jeszcze można zainwestować w lornetkę i dobry atlas ptaków i godzinami można obserwować i obserwować, warto też notować karmnikowych gości.

 

Wkrótce na portalu www.tropyprzyrody.pl pojawią się gotowe przepisy na ptasie stołówki, ale dopiero we właściwym czasie.

 

z pozdrowieniami dla inspirującej ptakolubki z Poznania

Jak ślimaki po deszczu

Ślimaki - najpopularniejsza gromada ze wszystkich mięczaków.

Malakologia to dziedzina nauki zajmująca się badaniem mięczaków właśnie.

Co jest w nich wyjątkowego? To, że mają muszlę (acz nie zawsze na wierzchu), to że przeważnie są obojnakami (wymiana pakietów plemników czy spermatoforów między osobnikami zawsze mocno mi działała na wyobraźnię).

Muszla  ślimaków skręcona jest zgodnie z ruchem wskazówek zegara, czyli w prawą stroną, jednak są wyjątki i te wyjątki w miejscach występowania zyskały rangę bóstw.

Nie słyszą i kiepsko widzą, za to świetnie czują,

Kojarzą się głównie z zabawami  takimi jak wyścigi ślimaków (które dziś moglibyśmy podciągnąć pod dręczenie zwierząt), ewentualnie z francuską kuchnią i tonami winniczków trafiających na tamtejsze stoły.

A i jeszcze ze szkodnikami ogrodowymi, które to pożerają całe warzywniki.

 

Zacznijmy od zdementowania okrutnych śliczmaczych plotek - te urocze stworki z muszlą na grzbiecie są w zasadzie niewinne naszych ogrodniczych klęsk.

Winne są te nieco mniej urodziwe z muszlą zredukowaną i ukrytą w głębi ciała - głównie pomrowy.

Do wyboru mamy wielkiego (Limax maximus), błękitnego (Bielzia coerulans),  pomrowika rodniańskiego (Deroceras rodnae), ślinika wielkiego (Arion rufus), rdzawego (Arion subfuscus), luzytańskiego (Arion vulgaris ten delikwent przywędrował z Hiszpanii i zajął się pustoszeniem upraw w Polsce, nie dość, że roznosi patogeny to nie ma szczególnie wielu wrogów) i jeszcze kilka.

A gdy nie chcemy ślimaczych gości w ogrodzie?

Pewne rośliny podobno działają odstraszająco, pewne czyli: cebula, czosnek, nasturcja, szałwia, hyzop, tymianek

można je posadzić między roślinami, które chcemy zachować niezeżarte, ale można też nimi po prostu wyściółkować grządki.

Ślimaki nagie żerują nocą, szczególnie po deszczu, dlatego należy unikać wieczornego podlewania.

Jest cała masa innych pomysłów na uniemożliwienie ślimakom wyjadania naszych roślin i można z nich korzystać, ale można też po prostu je zaakceptować.

A jak już je zaakceptujemy, to możemy nawet się nimi nieśmiało zachwycić, a potem już całkiem śmiało po deszczu letnim wyruszyć na poszukiwania tych fascynujących stworzeń. Nie mówię, żeby zaraz zakochiwać się w pomrowie, ale taki wstężyk ogrodowy czy winniczek... ?

W zasadzie 'poszukiwania' to zbyt mocno powiedziane, bo najprawdopodobniej wcale nie będziemy musieli ich szukać, wystarczy stanąć w miejscu i się dobrze rozejrzeć. O proszę, ile ślimaków!

Najczęściej można spotkać Wstężyka ogrodowego (Cepaea hortensis), Wstężyka gajowego (Cepaea nemoralis), winniczka, bursztynkę.

Wstężyk gajowy od ogrodowego mocno się nie różni, głównie tym, że ogrodowy ma jasną wargę otaczającą wlot muszli , a gajowy ciemną.

Taki winniczek, super popularny, myślę, że tak 1/3 ludzi na każdego ślimaka woła 'winniczek, taś taś'.

Stwór nad wyraz piękny, majestatyczny, masywny, chroniony częściowo z możliwością pozyskania (od 1 do 31maja  o średnicy muszli większej  niż 30 mm). Na wolności dożywa 8 lat, a w hodowli nawet 30!

Można pomylić go z rzadkim, chronionym krewnym Ślimakiem żółtym (Helix lutescens), jest nieco mniejszy niż winniczek i niestety często pada łupem zbieraczy.

 

 

Mamy też trochę chronionych gatunków mięczaków i warto się z tą listą zapoznać, znaleźć ją można TU.