ciotka-krzak-w-radio-bajka-o-afryceCałkiem niedawno pojawiłyśmy się w Radio Bajka. W zasadzie na antenie zawisłam tylko ja, bo Lilka była za szybą wgapiona w komórkę (tak, dzieci...
ugali-i-african-chai-jako-podstawa-tradycyjnej-diety-polskiej6 kg ugali przywiezionego w plecaku z Kenii znika w zastraszającym tempie. W zasadzie zostało tylko 2,5. Ze strachem myślę o chwili, gdy zobaczę pustkę na...
mniej-znaczy-wiecejPowidoków afrykańskich czas nastał. -"Wiesz, teraz mam nową zasadę - mniej znaczy więcej- jest świetna"- oświadczyłam radośnie koledze, który po Afryce...
afrykanski-wieczor-u-nas-w-miasteczkuKochani, jeśli macie chęć pozażywać afrykańskiego klimatu- wpadajcie do Grójca 21.02.2015. Wraz z Alą Kamasą podzielimy się naszymi afrykańskimi...
wloczykij-i-wloczace-sie-myWybieramy się z naszą afrykańską opowieścią na Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij (nieopodal Szczecina) Będziemy się wgapiać w slajdowiska...
zimowa-wiosnaDzieje się bardzo wiele, w życiu, w przyrodzie. Jest bardzo aktywnie, szalenie aktywnie, mimo, że na stronie tego nie widać. Bardzo przepraszam, ale coś...
dac-dziecku-patyk-a-raczej-pozwolic-by-samo-sobie-wzieloTak często zapominamy o tym, co jest najfajniejsze. Mogłabym powiedzieć najbardziej rozwojowe, stymulujące największe obszary mózgowe. Mogłabym tu użyć...
stalo-sie-co-sie-mialo-stacW zasadzie to było do przewidzenia, ale sądziłam, że raczej stanie się w czasach domu z kominkiem a nie teraz. mamy koniec stycznia, a ja w pełni...
droga-doCzasem nasze życie przestaje wyglądać tak, jak tego pragnęliśmy. Czasem nigdy tak nie wyglądało. Czasem zastanawiamy się czy oby na pewno droga, którą...
pobite-gary-czyli-co-robic-jesieniaPrzyznam się do czegoś strasznego. Przez długi weekend (bo w piątek sobie zrobiłyśmy wolne) nie zrobiłam absolutnie niczego pożytecznego (no dobrze,...

Pobite gary - czyli co robić jesienią

Poniżej publikuję mój artykulik, który ukazał się w magazynie 'Pobite gary' - gorąco zachęcam Was do czytania/przeglądania/pochłaniania (magazynu- ma się rozumieć), bo znajdziecie tam tony pomysłów.

pobitegary



Jesienne impresje

 

 

Jesień potrafi zafascynować wszelkie możliwe grupy zawodowe. Od lekarzy po górników.

 

Ale szczególne miejsce zajmuje w sercach artystów i przyrodników.

 

O artystach nie wiem zbyt wiele, za to o przyrodnikach mam całkiem obszerną wiedzę. Zwłaszcza, że śmiem się do ich zacnego grona zaliczać.

 

Jesień to taki czas, kiedy Ziemia zmienia nieco swoje położenie, a w zasadzie nachylenie, co oznacza, że kąt padania promieni słonecznych jest mniejszy, co oznacza, że ‘mniej promieni’ pada na jednostkę powierzchni. Zwykło się mówić o tym, że Ziemia odsuwa się od Słońca, na czym sama się często łapię, ale jak widać, nie jest to prawdą.

 

 

 

Jesień przede wszystkim widać, ale najpierw chyba najłatwiej ją wyczuć. W pewien wrześniowy poranek moja córka powiedziała ‘Mamo, pachnie śniegiem’. I te rześkie poranki i wieczory o nieco śnieżnym zapachu to właśnie jesień. Warto skupić się na nosie przy poznawaniu przyrody i uświadomić sobie, jak ogromne ta urocza część ciała ma znaczenie.

 jesień

 Równie charakterystyczna jak śnieżny zapach, jest barwa światła. Jesienne światło nie ma sobie równych, jest po prostu zniewalająco ciepłe lekko wpadając w pomarańcz. To w dużej mierze dzięki niemu możemy mówić o Złotej Polskiej Jesieni.

 

 

 

Złoto, skąd to złoto? A z liści oczywiście. Ale jak, skoro liście są zielone? Są zielone, ale to nie przeszkadza im w byciu żółtymi czy czerwonymi jednocześnie. Bo barwnik zielony (chlorofil) przysłania pozostałe barwniki, a kiedy on jesienią zabiera swoje zabawki i zawija się do podziemnej piaskownicy (korzeni), wreszcie pierwsze skrzypce zaczynają grać karotenoidy i ksantofile. Jesień to ich spektakl. Są też rośliny zimozielone, który z łatwością zauważymy, ale tym wygodniej się przyglądać na początku zimy.

 

A czemu liście opadają? Można sprawdzić przy pomocy prostego doświadczenia. Przywłaszczamy sobie liściastą gałązkę . Liście smarujemy klejem (śnieg ma większą lepkość niż kasza) i sukcesywnie obsypujemy kaszą kukurydzianą lub drobną jęczmienną. Gałązka zaczyna się uginać. Równocześnie przeprowadzamy doświadczenie kontrolne. Obsypujemy gałązkę pozbawioną liści. Widać różnicę? To po co drzewa gubią liście?

 

Liście zmieniają barwy i opadają z drzew. W tym czasie wiele owoców dojrzewa. Są to zarówno owoce sadownicze, jak i leśne czy parkowe. Warto o nich porozmawiać, poczytać, prześledzić cykle rozwojowe. Zwłaszcza tych leśnych, nie parkowych. Pobawić się w łączenie liści z owocami, to wcale nie jest proste zadanie.

 

A między drzewami, czy na łąkach łatwo spotkać kolejną, bardzo charakterystyczną oznakę jesieni o paradoksalnie brzmiącej nazwie ‘Babie Lato’. „Babie Lato’ to po prostu latające i przyklejające się (najczęściej do twarzy i włosów) długie niteczki pajęczyn.

 

Nie są do zwykłe pajęczyny, ponieważ do jednego z końców takiej nitki jest przytwierdzony pająk. A w zasadzie pajączek, bo tylko małe gatunki mogą liczyć na takie podróże.

 

Mają nawet swój system przemieszczania się wietrznym autostopem. Odnóżami przytrzymują się liścia i zaczynają tworzyć nić, która powiewa na wietrze. I tak tworzą i tworzą, aż stwierdzają, że jest dość długa, a wiatr wystarczająco silny, by ponieść je w siną dal. I wtedy odczepiają odnóża od podłoża i fruuuuuuu, lecą daleko i wysoko.

 

A po co? Być może po prostu lubią zmiany, ale głównym powodem jest jeden z podstawowych celów wszystkich gatunków, czyli opanowywanie nowych przestrzeni. Pająki są w tym całkiem niezłe.

 

Oprócz pająków w wersji mini, łatwo dostrzec te w wersji maksi. Bo są spasione, a raczej wyrośnięte. Łatwo dostrzec, łatwo przyjrzeć się, z lupą czy bez lupy (z lupą jest zabawniej). Najczęściej obserwujemy samice dwóch pająków (chciałoby się napisać ‘gatunków’ ale w zasadzie to jeden gatunek tygrzyk i wiele gatunków krzyżaków): Tygrzyka paskowanego i  krzyżaka. Pomylić się ich nie da, ten pierwszy ma odwłok w czarne, żółte i białe pasy, a drugi rzucający się oczy krzyż.

 

Takiemu delikwentowi można śmiało policzyć odnóża (i zapamiętać, że jest ich 8 a nie 6), można zobaczyć ile ma oczu i jaki ma wyraz twarzy. Do obserwacji świetnie nadaje się pajęczyna, szczególnie taka pokryta kropelkami rosy.  Po takich wrażeniach, nie pozostaje nic innego jak wykonanie prac plastycznych wzorowanych na pajęczych ciałach i dziełach. Do tworzenia pajęczych sieci świetnie nadaje się kawałek styropianu z nabitymi weń gwoździkami i kawałek włóczki, albo po prostu nieco więcej włóczki i kilka drzewek na dworze. I tu otwiera się zarówno szeroka przestrzeń dla wyobraźni jak i pole do zdobywania wiedzy. A przede wszystkim- dobrej zabawy.

 

 

 

Były drzewa, były pajęczaki, czas na owady. W lesie o tej porze roku (w zasadzie jak i o każdej innej) najłatwiej spotkać:

 

a)      Mrówki

 

b)      Żuki (leśne lub wiosenne)

 

Proponuję skoncentrować się na tych drugich, głównie dlatego,  że łatwiej skupić się i patrzeć na jednego osobnika. I jeszcze dlatego, że się błyszczą…

 

Z pewnością każdy spotkał takiego jegomościa, łatwo tez na leśnych ścieżka znaleźć setki pancerzyków rozdeptanych chrząszczy. Zwierz z niego interesujący, a wśród dzieci cieszy się szczególnym powodzeniem. Głównie z powodu koloru, wyrazistej budowy, powolnego poruszania się, możliwości wzięcia do łapki. Dodatkowym powodzeniem zaczyna się cieszyć, kiedy mimowolnie rzucimy hasło: „on zjada kupy”. Żuk leśny czy też wiosenny jest koprofagiem (czyli żywi się odchodami ), ale nie jest aż tak ograniczony, by poza kupami świata nie widzieć. Oprócz tego podjada szczątki roślin i martwe zwierzęta. Ma przy tym miły zwyczaj zakopywania swoich posiłków. Dzięki czemu między innymi nie potykamy się co chwilę o sterty odchodów i trucheł .

 

To piękny początek rozmowy, zajęć, zabaw, lekcji o tym, że w przyrodzie nic nie ginie i nie ma rzeczy niepotrzebnych.

 

Do tego żuk ten potrafi toczyć wspaniałe kule (z odchodów i innych odpadów), te pakuje do norek w ziemi, składa do nich jaja, z których wykluwają się larwy i mają całą masę jedzenia tuż pod otworem gębowym.

 

 

 

O tej porze roku łatwo też dostrzec już lekko odrętwiałe motyle, które wcześniej szybko umykały przed naszym wzrokiem, można się im przyjrzeć, zrobić zdjęcie – zanim znajdą się po drugiej stronie.

 

Różne gatunki opracowały różne strategie przetrwania zimy. Wiele robi to w postaci jaja lub poczwarki, dorosłe osobniki często wraz z nastaniem zimy giną. Czasem- jak w przypadku os- cała dorosła populacja z danego roku- ginie.

 

A ptaki? To temat na kilkutomową encyklopedię. Jedne przylatują, inne odlatują, a jeszcze inne stacjonują u nas przez cały rok. Aby poznać chociaż losy podstawowych gatunków występujących w naszym kraju, warto narysować mapę Europy i Afryki przynajmniej, na Polsce nakleić zdjęcia naszych gatunków, a strzałkami zaznaczyć te miejsca, w które odlatują jesienią. Także w krajach położonych na północ od naszego naklejamy zdjęcia ptaków, które to u nas mają ciepłe kraje zimą.

 

 

 

 Nadszedł czas na ssaki. Mówiąc o jesieni, nie sposób nie wspomnieć choćby słowem o spektaklu zwanym rykowiskiem. Sprawcami jego są jelenie. Konkretnie byki (samce), które swoim rykiem usiłują zachwycić samice (łanie) i odgonić rywali. Jeżeli znamy miejsce, w którym  w naszej okolicy odbywa się rykowisko – warto przysłuchać się mu. Wybrać się należy przed zachodem Słońca, zaopatrzyć się w koc, przekąskę i ciepłą herbatę. Obserwować okoliczną przyrodę i czekać.

 

Wstrzymać oddech i z podziwem patrzeć na moc natury.

 

Przy odrobinie szczęścia ujrzymy byki z imponującym POROŻEM (bo rogi to mają krowy i żubry, a poroże jelenie, sarny czy łosie).

 

 

 

Nie z samych jeleni świat ssaków się składa. A wszystkie przygotowują się do zimy. Mają na to końcówkę lata i jesień. A zadanie przed nimi poważne. Najeść się na tyle, lub zebrać tak duże zapasy, by przetrwać do wiosny. Strategie są różne, jedne stają się koszmarnie tłuste- jak świstaki czy niedźwiedzie. Inne napychają spiżarnie po dach – jak wiewiórka.

 

Niektóre śpią, inne w ciężkich warunkach żerują, a dla jeszcze innych zima to istny raj.

 

 

 

Podczas zwykłego leśnego, jesiennego spaceru łatwiej dostrzec skaczące po gałęziach ptaki, rozświergotane sikorki, biegające po pniu głową w dół kowaliki, objadające się dzięcioły. Jesień otwiera przed nami bogate królestwo grzybów, warto  spojrzeć poza podgrzybki, kurki i prawdziwki. I nie mam na myśli nawet ogromu jadalnych grzybów z hymenoforem blaszkowym, a grzyby pasożytnicze, wyrastające na drzewa i w różnych dziwnych miejscach, a nie mające charakterystycznego kapelusza i nóżki. Zasługują na chwilę uwagi.

 

Grzyby wspaniale się dotyka, głaszcze, wącha. Grzybowe modele fantastycznie lepi się z masy solnej. Trochę pracy i do własnej makiety lasu jak znalazł. Jeżeli makieta to zbyt wiele, można zrobić plakat leśny z zaznaczeniem głównych gatunków drzew leśnych, piętrowej budowy lasu i leśnych mieszkańców, roślin runa, grzybów.

 

 

 

Jesień to także pora wykonania nieszkodliwego zielnika (bez zrywania zielonych pędów i liści), a w zasadzie albumu z kolorowymi liśćmi drzew. Liście zbieramy dokładnie suszymy, przyklejamy na kartach – na przykład ciekawie ozdobionych- i nazywamy, opisujemy, nie zapominając o terminie i miejscu zbioru. W ten sposób nie dość, że tworzymy własną encyklopedię, to jeszcze pamiętnik.

 

 

 

Jesienią łatwiej nam także będzie przyjrzeć się płazom szukającym miejsc zimowego odpoczynku czy gadom, które często można znaleźć na poboczach leśnych dróg, gdzie łapią ostatnie słoneczne promienie.

 

 

 

Jesień to niezwykła pora roku. Da się nudzić jesienią?

 

Jesień z całą pewnością się nie nudzi, przecież musi sumiennie przygotować cały świat do nadejścia zimy.

 

 

 

Leśne wyprawy jesienne

jesień

 

 

Zaczęła się jesień. Nie da się tego ukryć.

I chyba wcale nie chcemy jej ukrywać, przynajmniej dopóki jest słonecznie i złoto.

 

Łapiemy te słoneczne chwile z dzieciakami z okolicznych (i nie tylko) szkół i przedszkoli czyli... ruszyliśmy w las.

Tym razem stałam się leśnym przewodnikiem. Miło jest móc odpowiedzieć na wiele złożonych pytań dzieciaków, pomóc im nazwać świat.

Nie ograniczam się do tej roli,  bo - poza teatrzykiem- robimy całą masę rzeczy z zakresu warsztatów poddachowych. I jeszcze większą masę tych, które da się zrobić tylko na łonie przyrody.

 

Warsztaty leśne nie mają sobie równych, trudno jest mówić o lesie bez lasu.

 Mamy realia jakie mamy, wszystkich warsztatów w lesie robić się nie da (choćby z powodu kosztów transportu i wymagań większości rodziców odnośnie warunków pogodowych) ale robię co w mojej mocy, by także te pod dachem były jak najbliższe naturze.

 

Wielokrotnie w tym roku towarzyszyłam w leśnych wyprawach przedszkolakom, tym razem pojechałam w las razem z drugoklasistami.

 

przyrodnicze warsztaty jesienne

 

Czasem pracuję z uczniami, ale zdecydowanie częściej z przedszkolakami, zatem możliwość wykorzystania zdolności czytania i pisania jest dla mnie czymś niezwykłym.

 

Dzieciaki wspaniałe, większość zafascynowana lasem i tym, co miały okazję zobaczyć. Trochę kuleje fakt, że przed zajęciami nie znałam klasy, bo jednak każda grupa dzieci wymaga indywidualnego podejścia. Trudno jest pracować z grupą, o której się nie ma zielonego pojęcia, z tego powodu preferuję jednak zajęcia cykliczne. Nawet bardzo rzadkie. I wiem, że jak spotkam się z nimi zimą- będzie mi się z nimi o niebo lepiej działało, bo wiem, jak należy do tej grupy podejść.

To niesamowite jak wiele takie ośmiolatki już wiedzą o świecie, jak wspaniale potrafią wyciągać wnioski, powiązywać fakty.

Praca z nimi jest niezwykle fascynująca i inspirująca. W odmienny sposób niż ta z przedszkolakami.

 

Przyroda i pogoda były dla nas łaskawe. Rano promienie słoneczne pokazały nam niesamowite barwy jesieni.

Zobaczyliśmy żółte jesiony, brązowawe dęby czerwone, czerwony jawory i żółtawe klony zwyczajne.

Tak, tak - bardzo łatwo jest rozpoznać gatunki drzew jesienią nawet z bardzo daleka.

W lesie udało nam się pooglądać przez lornetki (a cała klasa wyposażyła się w sprzęt od stóp do głów) pliszki siwe, sójkę, kopciuszka i polującego myszołowa. W głębi lasu dostrzegliśmy parę kowalików zawzięcie penetrującą pień sosny.

A hitem wyprawy okazały się żaby, którym mogliśmy się dokładnie przyjrzeć, korowody żuków leśnych i samica krzyżaka ukryta w liściowym domku.

 

Dzieci dostały karty pracy z zadaniami (potrafią czytać!), miały odnaleźć określone gatunki roślin, wykonać rysunek korony drzew widziany w lustrze, obserwować mikroświat kwiatostanów nawłoci, stworzyć środowisko leśne w miniaturze w słoiczkach (które obklejono etykietami, ozdobiono serwetkami i tak dzieci zamknęły na zimę leśne wspomnienia).

Przetestowaliśmy szczawik zajęczy, zrobiliśmy niezwykłą, bo leśną, montessoriańską lekcję ciszy, a wtem z oddali dobiegło nas ryczenie jelenia.

Nic dziwnego, przecież mamy środek rykowiska.

 

Czasu jak zwykle za mało, bo przecież las można odkrywać i odkrywać i odkrywać. Na szczęście wystarczyło go na ognisko przygotowane przez Nadleśnictwo. Dziękujemy :)

 

Zimą spotkamy się na tropicielskich, śnieżnych wyprawach :)

 

Na które gorąco zapraszam.

 

Ciekawe czyj ślady uda nam się znaleźć na śniegu...

 

Barwy jesieni - żółty

Ufff, zdążyłam.

Dziś jest dzień wyjątkowy, bo pierwszy. Pierwszy dzień jesieni.

Lato opłakiwałam wczoraj, zatem dziś z radością mogę rzucić się w ramiona jesieni.

O jesieni jeszcze będzie, nie raz, nie dwa, pewnie nie dziesięć.

Bo jesienią w przyrodzie dzieje się bardzo, bardzo dużo.

A póki co barwy, chodzę to tu, to tam, patrzę i widzę. A co widzę? Kolory.

Różne, proszę Państwa. Zdecydowanie więcej niż brązowy, pomarańczowy, żółty i czerwony.

 

Zaczynam zatem serię, nie czarną, a kolorową.

Na pierwszy rzut - żółty.

żółta jesień

Od góry i lewej.

Jesion - nie nasz, pewnie amerykański, to pierwsza żółta jesienna plama, powala swoimi odcieniami w pełnym słońcu.

Grzyb- wiecie co to?

Tygrzyk paskowany- pająk, o którym pewnie nie raz usłyszycie.

Wrotycz - użyteczna, zwłaszcza w kontekście woreczków zapachowych.

Gulasz z dyni - to potrawa najmocniej zrośnięta dla mnie z jesienią.

Przymiotno białe - obce, przywleczone, rozplenione. Z Ameryki Północnej oczywiście.

Dynia - pokrojona :)

Nawłoć późna- ustrojstwo obcego (amerykańskiego) pochodzenia, jak bardzo ekspansywna - widać.

Wrotycz i słoneczniki - z mojej działki, tak późno, bo nie dość, że późno posiane, to jeszcze w fatalnym miejscu.

 

 

Pięknej jesieni Wam życzę :)

 

Rykowisko dla jeleni, nie dla myśliwych

Dziś ostatni dzień lata... świat płacze.

A mnie się zrobiło smutno nieco, bo lato wielbię całą sobą.

Ale to nie o smutku i przemijaniu miało być, a o rozmnażaniu.

 

O rozmnażaniu jeleni konkretnie. Koniec lata i początek jesieni to czas, kiedy te majestatyczne zwierzęta oddają się miłosnym uniesieniom. A sposób jest nie byle jaki.

Jeleń szlachetny (Cervus elaphus), u nas europejski (Cervus elaphus elaphus). Samiec nazywany jest bykiem, samica łanią (przypominam, że sarna nie jest samicą jelenia tylko łania!). Taki pan jeleń może ważyć ponad 300 kg, zatem to kawał zwierza.

 

I ten kawał zwierz o tej pięknej porze roku bierze się za rozmnażanie. Jesienią się mnoży, by wiosną się dzielić, czyli rodzić młode.

Tu zaczyna się niebywały spektakl, czyli rykowisko, o zachodzie słońca przeważnie byki zaczynają wydawać z siebie dźwięki, coś jak mieszanka ryków i postękiwań. Najpierw nieśmiało z wnętrza lasu, a potem wylegają na polany.

Tam hasają sobie łanie i wybierają najpiękniej ryczącego osobnika, ewentualnie najsilniejszego, gdy dochodzi do starć.

 

W tamtym roku mój wypad na rykowisko okazał się kompletną porażką, w tym roku wprost przeciwnie.

Pojechałyśmy z kolegą i jednocześnie pewnie-kiedyś-mężem naszej Ewelinki. Oczywiście nad Pilicę.

Samochodzik został, a my ruszyliśmy w 'krzaki', idziemy idziemy, a tu cisza. Minął nas czerwony terenowy samochód z panem ze znaczną nadwagą. Aha, skoro jaśnie pan myśliwy ruszył, znaczy, że rykowisko tu owszem będzie i powszechna cisza jest tylko pozorna i tymczasowa.

Kawałek dalej drugi myśliwy, już rozstawiony, czeka.

Idziemy dalej, po drodze mijamy urocze starorzecza i stada drozdowatych. Mija nas także spora grupa jaskółek, zapewne zawitały tu przelotem.

 

Po chwili rozległo się jakieś subtelne ryknięcie, jedno, drugie, trzecie.

Niesamowite, zew natury, coś z tego samego spektrum, co klangor żurawi, tak samo dziki i z samego środka.

Li słuchała zafascynowana z rozdziawioną paszczą, wyczulona na każdy dźwięk, przez lornetkę wpatrywała się w granicę z lasem.

Uaktywnili się także uroczy panowie myśliwi i zaczęli ryczeć w swoje rury wabiąc jelenie.

 

Mgła zaczęła się podnosić, dodając całemu spaktaklowi tajemniczości i wzniosłości.

 

Jeleń, myśliwy, jeleń, myśliwy, jeleń, jeleń, jeleń, myśliwy. Koszmarny dialog, bo taki dialog prowadzi do jednego.

Jeleń, jeleń coraz bliżej, myśliwy, jeleń, jeleń, strzał.

Strzał odbił się echem, jeszcze długo pobrzmiewał mi w uszach. Zamarłam.

Moja córka spojrzała na mnie pytająco swoimi wielkimi, błękitnymi oczami 'zastrzelił go?'. Tak córeczko, zabił go.

'Czemu?'. Nie wiem.

 

Strzał przebrzmiał, a jelenie ryczały dalej. Ale jak to? Nie rozumiałam dlaczego się zwiały, gdzie instynkt samozachowawczy?

Ano nie dość, że do strzałów przywykły bo wkoło w sadach wystrzałami płoszą ptaki, to natura wzywa. Jeżeli opuszczą łąkę, to wtedy zmniejszą swoją szansę na rozród.

 

Zostają. Ryczą, walczą o swoje. A myśliwi wabią, ktoś wygra, ktoś przegra. Przegra słabszy.

 rykowisko, jesień, jelenie, 2012

Ryczą pięknie, wzniośle, słów brak, słucham z niepewnością, oczekując strzału. Strzału nie było, bo pojechaliśmy do domu, a co się działo później?

 

 

W całym kraju jeleni mamy 180 000 sztuk, mniej więcej tyle, co mieszkańców Bielsko-Białej.

W ciągu roku (GUS 2010) myśliwi zabijają 41862 sztuki (w tym 344 w Parkach Narodowych!), to jest 23% całej populacji, czyli prawie 1/4.

To tak, jakby w Polsce zabić 8855000 osób, to jest jakieś  5 Warszaw.

Nie, nie powiem z czym mi się kojarzy taka eksterminacja.

Odstrzałowi powinny podlegać osobniki 'najniższej jakości', ale 1/4 z całej populacji przecież nie jest chora. Czyli w praktyce myśliwi zabijają się by dorwać do swojej kolekcji najlepszego byka z najpiękniejszym porożem.

 

Z danych GUS (2010) wynika, że myśliwych w Polsce mamy 109 325, do tego należy dodać rzesze 'dewizowców' z grubymi portfelami. A to oznacza, że na jednego myśliwego przypada tylko 0,38 jelenia do zabicia rocznie. A taki jeleń to nie byle co, każde chce mieć kawałek zwłok nad kominkiem, zatem każdy chce zostać 'szczęściarzem' zabójcą.

A kto liczy zwierzynę przed sezonem? Sami myśliwi oczywiście. To myślicie, że zależy im na zawyżaniu liczby jeleni (więcej jeleni=większy odstrzał), czy nie?

A co do samych polowań...

Łanie wodzą młode 8-10 miesięcy, czyli zakładając, że rodzą je w czerwcu, karmić będą do marca/kwietnia. Strzelać do nich można jednak już od 1. października (do 15. stycznia), zatem można zabić łanię z cielakiem, cielaka też można zabić - już od 1. października do końca lutego.

A byki? Byki można zabijać od 21. sierpnia do końca lutego.

 

 

Gorąco polecam Wam, drodzy Przyrodnicy posłuchać tego niezwykłego spektaklu, warto, emocje powalają.

Rykowisko dla jeleni, nie dla myśliwych.

 

O polowaniach głośno dzięki Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, prowadzą akcję 'rykowisko dla jeleni, nie dla myśliwych, w czasie trwania rykowiska obozują na terenie Puszczy Białowieskiej zwracając uwagę na 'problem'.

Za rok wraz z Lilką  jedziemy!

 

A póki co zapraszam na subtelne wrażenia akustyczne z naszego rykowiska:

 

Tak sobie patrzyłam na moją czterolatkę zafascynowaną jelenim rykiem, wypatrującą przez lornetkę ptaszorów czy owiec (akurat w okolicy się pasą). I wiecie co? Ależ jej zazdroszczę! W jej wieku pewnie nawet nie miałam pojęcia, że takie coś jak jeleń chodzi po świecie, bo wtedy dzieci się 'nie zabierało', tylko 'siedziały w domu'. Nie narzekam za mocno, bo miałam szczęście wychowywać się na wsi.